Kategorie
Moje Górki

Kurs Turystyki Zimowej luty 2015

Między 21.02 a 24.02.2015 uczestniczyłem w Kursie Turystyki Zimowej, który odbywał się w okolicach Doliny Gąsienicowej (Schronisko Murowaniec jako baza). Z wielu dostępnych ofert, wybrałem tą Szkoły Wspinania Adur. Wyjazd pozostawił we mnie mnóstwo wrażeń i zachęca mnie do kontynuacji odkrywania gór zimą 🙂

Fakt długiego dojazdu do Zakopanego (i tym samym długiego powrotu) zmusił mnie do wyjazdu dzień wcześniej i powrotu dzień później. Co za tym idzie, pojawiła się kwestia noclegu z piątku na sobotę – kurs miał się zaczynać w sobotę o 09:00 rano i żeby się tam zjawić na czas musiałbym ruszać z Zakopanego ok 7 rano; albo też po prostu po przyjeździe, w piątek wieczorem ruszyć do Murowańca i spędzić tam tą pierwszą noc. Sensowniejsza wydawała się opcja druga – zdobyłem dane Rafała, który miał takie samo podejście do sprawy i razem umówiliśmy się ok 19:00 w Kuźnicach żeby wyruszyć na szlak.
Było mroźno, bezwietrznie i bezchmurnie, pogoda na cały kurs zapowiadała się dobrze. Droga z Kuźnic do Murowańca zajęła na 1h30m czyli całkiem nieźle jak na warunki i obciążenie bagażem. Na miejscu rozpakowaliśmy się i opłaciliśmy pobyt.
Pierwsza noc bezsenna, dookoła chrapanie, zatyczki do uszu egzaminu nie zdały 🙁 No ale rano nowy dzień – szybkie śniadanie i zaraz zebraliśmy się na pierwsze spotkanie kursu podstawowego i zaawnasowanego. Zapoznaliśmy się ze sobą wzajemnie oraz z z naszymi opiekunami na następne dni. Szybkie przypomnienie sobie (oraz nauka) podstaw, szpejenie, a później ubraliśmy się i ruszyliśmy żeby coś podziałać. 
Poranek
W drodze, silny wiatr

Przy Murowańcu nie było źle, ale im wyżej tym bardziej wiatr się nasilał. Ekstremalne warunki napotkaliśmy przy Czarnym Stawie. Mi osobiście bardzo się podobało 🙂 Przeszliśmy staw z kilkoma postojami, ponieważ wiatr uniemożliwiał poruszanie się, a za stawem podejście było już bardzo ciężkie – pod bardzo silny wiatr, pod górę, w sporym śniegu, z wypakowanymi plecakami. Myślę że każdy z nas zastanwiał się czy to normalne.

Przejście przez Czrany Staw Gąsienicowy

Zaawansowani poszli ćwiczyć zjazdy a my hamowanie czekanem. W świeżym nawiewanym śniegu próbowaliśmy symulować upadki i uskuteczniać hamowanie, aż w pewnym momencie oberwała się lawinka i porwała jednego z uczestników. Na szczęście rozmiar lawiny wykluczał przysypanie śniegiem, ale kolega prawdopodobnie ponaciągał sobie mięśnie.

Po zejściu lawinki

Nie byliśmy na 100% pewni czy nie stało mu się jednak coś gorszego i rozpoczęliśmy akcję ratunkową. Ćwiczenia zostały przerwane i trzeba było działać na poważnie. Ułożyliśmy go i osłoniliśmy przed silnym wiatrem, TOPR został poinformowany. Czekaliśmy na ratunek specjalistów przez długi czas ćwicząc funkcjonowanie zestawów lawinowych. TOPR po przybyciu zapakował poszkodowanego na rozkładane nosze i rozpoczął się transport do Murowańca – nasze szkolenie tym samym również się zakończyło i również ruszyliśmy w dół. Po kilku problemach w transporcie w końcu dotarliśmy wraz z TOPR z powrotem do schroniska. Dzień pełen emocji i przeżyć, zjedliśmy kolację i posililiśmy się trunkami. Dowiedzieliśmy się też o tragicznych skutkach lawiny w innej części Tatr.

Powrót

Następny dzień miał stać pod znakiem wejścia na grań lub na jakiś szczyt w okolicy Doliny Gąsienicowej. Wiatr cały czas był silny, sytuacja w górach nie była łatwa więc grań odpadła a na liście celów pozostały Pośrednia Turnia i Kościelec.

Kościelec i Świnica
Kościelec

Doszliśmy do wniosku że wiatr będzie słabszy na drugim szczycie i ruszyliśmy na przełęcz Karb. Tam założyliśmy raki, związaliśmy się linami i zaczęliśmy niestandardowe podejście – nie poruszaliśmy się szlakiem tylko wyszukiwaliśmy trasy, na której będziemy mogli ćwiczyć zakładanie punktów asekuracyjnych. Próg skalny sprawił mi trochę kłopotu i balansowałem na krawędzi, ale w końcu wszyscy osiągnęliśmy szczyt. Zaczęło się robić pochmurno więc widoki nie były tak piękne jak bym się spodziewał.

Podejście
Na szczycie

W drodze powrotnej po Karbem ćwiczyliśmy zakładanie punktów asekuracyjnych w śniegu. Wniosek – „grzyb śnieżny” to lipa. W schronisku zasłużona kolacja i piwko a później szkolenie teoretyczne o zagrożeniach w górach zimą. I wiadomości o dwóch zaginionych turystach ostatnio widzianych w sobotę i od tamtej pory słuch o nich zaginął. No i siłą rzeczy telefony z domu.
Poniedziałek stał pod znakiem wyprawy „na lody”. Zmarzły Staw poniżej przełęczy Zawrat oferuje dobre możliwości powspinania się w lodzie i tam też ruszyliśmy. Wspinaliśmy się na wędkę zamontowaną w lodzie a do dyspozycji mieliśmy czekany wspinaczkowe i turystyczne – dla porównania jak nieporęczne są te turystyczne. Było to ciekawe doświadczenie, ale żałowałem, że w ścianie lodowej były już wykute stopnie, które za bardzo ułatwiały wejście.

Pod naszą lodową ścianą
Widok znad Zmarzłego Stawu

Później przećwiczyliśmy podejścia z „małpą” i zjazdy – wszystko z samodzielnym przepinaniem i wiązaniem. W czasie ćwiczeń przypomniałem sobie że mam w plecaku spakowane kabanosy – to otwarcie paczki było pięknym momentem i ich smak był rewelacyjny 🙂 Wieczorem kolejna sesja teoretyczna – tym razem o lawinach i nawigacji w terenie.

Powrót
Powrót, słońce zachodzi
Powrót, Granaty

W ostatnim dniu nie mieliśmy dużo czasu – kurs miał się kończyć o 15:00, więc wyjście miało nie trwać długo. Pogoda była kiepska, padał śnieg a temperatura była około 0 stopni. Dotarliśmy nad stawy i zaczeliśmy ciężko ćwiczyć wyciąganie za pomocą punktów w śniegu i wiązań. Później już powrót do schroniska, dyplom i powrót do Zakopanego.

„Wyciąganie ze szczelin”
Droga powrotna do Zakopanego
Kurs był świetny, bardzo bogaty w przeżycia i wydarzenia. Byłem pozytywnie zaskoczony pobytem w schronisku, mimo noclegu w 10-osobowym pokoju. Z przyjemnością wybiorę się na kurs dla zaawansowanych żeby być tam jeszcze raz.
Kategorie
Moje Górki

Śnieżnik (1425) – Masyw Śnieżnika

4 lipca 2015 roku miał być kolejnym dniem fali upałów w Polsce. Temperatury na Dolnym Śląsku od kilku dni przekraczały 35 stopni w cieniu. Myśląc logicznie, im wyżej tym chłodniej, więc postanowiłem wybrać się jakieś 1300 metrów wyżej 🙂

Przebieg trasy:
Szlak niebieski i żółty z Kamienicy na przełęcz Płoszczyna -> szlak zielony na Śnieżnik -> dalej zielonym do schroniska na Śnieżniku -> szlak niebieski z powrotem do Kamienicy.

W górę – Kamienica (662) – Przełęcz Płoszczyna (817) – Śnieżnik (1425)

Powrót – Śnieżnik (1425) – Schronisko PTTK Na Śnieżniku (1213) – Kamienica (662)

Wyjechałem w miarę wcześnie, bo poza tym, że czekało mnie ok 5 godzin łażenia i 1,5 – 2h na dojazd + tyle samo na powrót, chciałem wyruszyć możliwe najwcześniej żeby uniknąć upału na ile to możliwe. Niestety jeszcze w drodze pod Masyw Śnieżnika w aucie było tak gorąco, że klimatyzacja to był mus.
Zostawiłem auto w cieniu naiwnie myśląc że może się nie nagrzeje za bardzo. I ostatnie przygotowania przed ruszeniem w trasę – krem z filtrem 40, decyzja że jednak zakładam wysokie buty, oraz biorę wszystkie płyny jakie przywiozłem. Jeszcze raz przejrzałem zawartość plecaka i w drogę.

Początek szlaku
Szlak na początku biegnie szutrową drogą. Droga jest monotonna, prowadzi momentami niemal po płaskim terenie lub wręcz w dół, co motywujące nie jest. Do tego mało zobaczymy, chyba że interesuje nas wyłącznie las 😉 Na 4.5 kilometra idziemy 150m do góry – przy czym ostatnie kroki przed przełęczą (i granicą Czech) idziemy asfaltem :/
Widoki ze szlaku – jeden z nielicznych ciekawych
Granica Polski i Czech

Po dotarciu na przełęcz miałem mały kłopot z odnalezieniem wejścia na dalszą część trasy – panowało tam zamieszanie ze względu na jakieś zawody sportowe. Gdy już trafiłem na szlak odetchnąłem z ulgą, bo ta część prezentowała się już dużo lepiej, bez szutru, asfaltu, dziko (mimo że nadal bez spektakularnych widoków). Jednak nadal jest to całkiem łatwe podejście.

Szlak wzdłuż granicy

Krótko po skrzyżowaniu ze szlakiem, który prowadzi krótszą drogą do Kamienicy mamy pierwsze bardziej strome podejście, co mnie naturalnie ucieszyło 🙂 W końcu też zaczęły się widoki na jakie liczyłem.

Pierwsze bardziej strome podejście
Widok na Śnieżnik
Zniszczony las na stokach
Ale zielono jest
Widok na Śnieżnik z zielonego szlaku
Widok na Śnieżnik z zielonego szlaku 2

Podejście w pewnym momencie się wypłaszcza (ok 1220 m n.p.m.), i miałem wrażenie że szczyt już niedaleko (a przynajmniej – że już nie będzie ciężko), ale niestety kąt nachylenia rośnie jeszcze raz i zmusza do wysiłku. W tym samym czasie mój szlak zaczął biec blisko z czeskim (w pewnym momencie chyba się połączyły) i zaczęło robić się głośno.
Krótko przed szczytem odbiłem z naszego szlaku żeby zobaczyć z bliska rzeźbę słonia po czeskiej stronie. Dopiero po mojej wycieczce poczytałem skąd się tam wziął, ale ta historia jakoś mnie nie rusza.
Jeszcze kawałek wyżej mamy kolejny ważny punkt na mapie Czech – źródło rzeki Morawy.

Figurka słonia
Widok w stronę Czech – tuż przed szczytem

A na szczycie było piknikowo – myślę że było tam ok. 100 osób, zarówno Czechów jak i Polaków. Spędziłem tam 15 minut posilając się i obserwując okolicę.

Szczyt Śnieżnika
Widok w stronę Czarnej Góry

W pewnym momencie tknęło mnie, że im szybciej ruszę tym szybciej wyjadę 😉 tak więc wróciłem na szlak w kierunku schroniska a później w kierunku Kamienicy. Zejście do schroniska było dla mnie osobiście męczące (zastanawiałem się, czy wejście byłoby też aż tak męczące), kluczenie po kamieniach i między konarami drzew, nie lubię tego (chyba szczególnie na zejściu). Ale już od schroniska wszedłem na leśną ścieżkę, która była bardzo przyjemna. Prawie do samego końca trasy nie spotkałem na niej nikogo (na końcu dogoniłem grupę 3 turystek)!

Schronisko PTK Na Śnieżniku
W drodze powrotnej
W drodze powrotnej 2
W drodze powrotnej 3

Trasa się nie zapisała w całości w telefonie (dane GPS).

12,6 km w górę z 662m na 1425m – 3h05m
8,5 km w dół z 1425m na 662m – 1h45m
Kategorie
Moje Górki

Śnieżka (1602) zimą

Wyjazd do Jeleniej nie byłby wyjazdem bez poszwendania się po górach 🙂


Karpacz – Szlak czarny z ul. Olimpijskiej (~800m) do Równi pod Śnieżką (~1390) -> szlak czerwony na Śnieżkę (1602) -> czerwony szlak do Kotła Wielkiego Stawu (1406) -> szlak zielony do punktu wyjścia.
Wyszedłem około godziny 08:00  z
okolic górnej stacji wyciągu Winterpol i dolnej wyciągu na Kopę. Auto
udało się zostawić niedaleko, bo godzina była jeszcze młoda i nie było
jeszcze tłumów narciarzy. Czarny szlak Białym
Jarem jest mocny – podejście mamy non stop. Na początku było trochę
szaro, bo nad głową miałem chmury, ale w pewnym momencie wszedłem w mgłę
i po chwili byłem już ponad nimi.
Słońce oświetlało stoki Karkonoszy na pomarańczowo.

Wejście do KPN

Warto się czasem zatrzymać i odwrócić 
Słynny Biały Jar

Słońce oświetlające kotły naszych Karkonoszy

Zdjąłem grube rękawice, bo zaczęło
mi się robić gorąco, a niedaleko ściany jaru (krótko przed zakrętem w
lewo i przed skrzyżowaniem z żółtym szlakiem) założyłem nakładki
antypoślizgowe na buty. Tempo od razu się zwiększyło.

Ponad granicą lasu mogłem już
podziwiać Kotlinę Jeleniogórską przykrytą chmurami i po kilkunastu
minutach (krótko przed Kopą) w końcu słońce zaczęło mi świecić w twarz.


Podejście czarnego szlaku
zakończone, teraz spory kawałek płasko – przyspieszyłem żeby nadrobić
trochę czasu i w pewnym momencie zauważyłem, że nie mam jednej nakładki
na bucie. Tak więc w tył zwrot i biegiem w dół – a miałem
nadrabiać czas. Cofnąłem się jakieś 700 metrów.
Było słonecznie, bezwietrznie,
bezchmurnie – co za kontrast dla sytuacji na nizinach! Od wejścia na
czerwony szlak można było podejrzeć co słychać u naszych sąsiadów z
południa – a u nich podobnie jak u nas, same chmury
🙂

W stronę Kotła Łomniczki

U Czechów
Zbliżyłem się do zakosów (Droga
Jubileuszowa zimą jest zamknięta) i zacząłem ostatnie podejście, które z
jakiegoś powodu jest zabezpieczone łańcuchami. Nie było tragedii – nie
było lodu, ale mimo wszystko było trochę ślisko.
Po drodze mijałem turystki w rakach, ale również inne turystki w
adidasach, parę turystów: ona w kozakach, on w adidasach, i kilka innych
perełek.

Dom Śląski, Kopa, dalej Słonecznik a w oddali Wielki Szyszak
Na Śnieżce było pięknie a nagroda w
postaci kawy i kanapki podbudowała mi morale. Było tam już sporo ludzi.
Wszedłem zobaczyć talerze od środka i za chwilę rozpocząłem zejście, bo
czas gonił a droga długa.
Udało mi się zbiec zakosami,
później pomagając sobie kijkami pędziłem grzbietem w kierunku
Słonecznika. Myślałem, że po drodze uda mi się spojrzeć w dół na
Samotnię, ale szlak zimowy przebiega daleko od krawędzi Kotła Małego
Stawu (a ja nie miałem ani rakiet ani nart, żeby podejść nieprzetartym
szlakiem) i dojrzałem tylko Strzechę Akademicką.

Zejście zakosami


Dalsze zejście zielonym szlakiem
przy Kotle Wielkiego Stawu obfitowało w widoki, aż do momentu gdy
doszedłem do granicy lasu. Później jeszcze fragment słynnego deptaka
(niebieski szlak), tam spory ruch, i z powrotem zielonym
szlakiem do punktu porannego wyjścia.


Plik GPX- do podejrzenia np. w Google Earth albo na uTrack (http://utrack.crempa.net/) – będzie dostarczony (baterii nie starczało mimo pełnego ładowania i były zaniki sygnału – muszę to opracować)
6.2 km w górę z ~800 m na ~1600 m – 2h06m

10.2 km w dół z ~1600 m na ~800 m – 2h30m

Kategorie
Moje Górki

Szczeliniec Wielki (919) – Góry Stołowe + bonus: Błędne Skały

Góry Stołowe chciałem zobaczyć już od dawna, nigdy nie miałem jednak sposobności. Nawet będąc jeden raz w Kudowie Zdrój jakoś nie powiązałem Kudowy z bliskością tych gór. Tym razem jednak niepisana zasada „jedna górka na urlop” ponownie się urzeczywistniła.


Trasa „lightowa” dla początkujących turystów – od parkingów, (Karłów, 754 m n.p.m) gdzie chyba każdy „turysta” pozostawia auto, do wejścia na szlak a później tradycyjnym, jednokierunkowym szlakiem do góry oraz z powrotem do punktu wyjścia i znów do auta – zajęła nam ok dwóch godzin.
Już po drodze mogliśmy obserwować unikalną rzeźbę Gór Stołowych.

Szczeliniec Wielki jest najwyższą górą całego pasma Gór Stołowych, jednak wysokość, którą trzeba pokonać żeby stanąć na szczycie nie jest oszałamiająca.

Masyw Szczelińca Wielkiego

Platformy widokowe na wschodniej części płaskowyżu
Przed wejściem postanowiłem się zaopatrzyć w podstawowy sprzęt himalaistyczny, jednak oferta sklepów i budek przy szlaku byłą ograniczona więc musiałem zadowolić się góralskim wynalazkiem.

W zastępstwie czekana

Krótko później rozpoczęło się właściwe podejście… schodami. Nieczęsto się to spotyka, ale cóż, wyboru nie mieliśmy. Tylko na początku liczyłem stopnie 😉

Na szczyt proszę tymi schodami

Nie szło się zgubić :/ schody prowadziły nas bezlitośnie drogą którą idą wszyscy. Po drodze w górę mijaliśmy wiele ciekawych formacji skalnych, które pięły się kilka metrów pionowo w górę.


Całkiem szybko dotarliśmy do punktu, gdzie teren się spłaszczył, dotarliśmy do schroniska i tarasu widokowego.

Widok na czeską stronę Gór Stołowych

Widok na czeską stronę
Widok na czeską stronę

Jeśli ktoś ma słabe nerwy/lęk wysokości nie powinien się zbliżać do krawędzi płaskowyżu, opadał on o jakieś 50 m.

Zachodnia krawędź płaskowyżu przy schronisku

Po posileniu się czajem ruszyliśmy na płatną część szlaku (chyba 7 PLN). Interesowało mnie czym ona się będzie charakteryzować i w zasadzie za co ja tutaj płacę, za prawo do chodzenia po wypłaszczeniu? Weszliśmy na najwyższy punkt i chwilę później zaczęliśmy „błądzić” pomiędzy skałami…

Widok ze Szczelińca Wielkiego (919)
To był chyba „Wielbłąd”
„Małpolud”
Jedna z wielu szczelin na Szczelińcu
Tędy na szczęście nie musieliśmy się przeciskać
„Piekło”
My tu jeszcze wrócimy

Dotarliśmy na dwie platformy widokowe i rozpoczęło się zejście w dół ( jakże) schodami. Ogólnie wycieczka była bardzo ciekawa, jednak mało wymagająca.

No tak, ta druga wycieczka była bonusem, ale też nie była bardzo wymagająca. Błędne Skały to skały na innym płaskowyżu, pośród których ułożono labirynt. Ich wysokość ponad trasę, którą się idzie, chyba nie przekracza 4m, ale labirynt jest całkiem spory.
Wyruszyliśmy po leniwym śniadaniu – mimo że na parkingu z którego prowadzi 60-minutowy (teoretycznie) szlak byliśmy ok. 12:00, wciąż zalegała mgła. Miało to swoje plusy, minusy oraz plusy ujemne.

Szumi dokoła las, a dookoła również mgła

Przez mgłę nie było zbyt ciepło, nie było co liczyć na jakiekolwiek widoki z góry, ale widoki w lesie były bardzo klimatyczne

Mgła vol. 1
Mgła vol.2
Mgła vol.3

Po drodze był „ciężki” fragment wejścia bo skałach, ale chyba zejście tamtędy byłoby bardziej problematyczne (schodziliśmy inną drogą). Na samej górze okazało się, że jest tam jeszcze jeden parking, tyle że obecnie droga na niego jest zamknięta.
Wstęp do labiryntu kosztował chyba ok 10 PLN, ale myślę, że był tego warty. Błądziliśmy między blokami skalnymi i przeciskaliśmy się przez szczeliny jakieś 30 minut.

Przejścia między skałami
„Okręt”
Kusiło mnie żeby spojrzeć na wszystko z góry
Płotki miały zabezpieczać przed zboczeniem. Ze szlaku.

Udało nam się raz skrócić trasę schodząc ze szlaku 😛 i wrócić na niego.Ta wycieczka też była ciekawa, myślę że rodzice z dziećmi mieliby tu dużo zabawy 😛 Wejście od parkingu, szlakiem, labirynt i zejście drogą zajęły nam 02h20min

Kategorie
Moje Górki

Wielki Szyszak (1509) – Karkonosze

Przebieg trasy:
Szlak czarny („Petrovka”) z Jagniątkowa do Petrova Bouda -> szlak czerwony do Przełęczy pod Śmielcem -> Wielki Szyszak -> szlak czerwony do Przełęczy pod Śmielcem -> szlak niebieski -> szlak zielony do Rozdroża pod Śmielcem -> szlak niebieski („Koralowa Ścieżka”) do Jagniątkowa

Jagniątków (527) – Śląskie Kamienie (1413) – Wielki Szyszak (1509) – Jagniątków (527)

Było przed ósmą, chłodno, na szczęście nie padał deszcz. Na początku szlak prowadził drogą asfaltową, po czym drogą leśną. Ciągle pod górę, mniej lub bardziej a do tego praktycznie cały czas prosto mając po lewej i po prawej drzewa.
Leśna droga na początku trasy
Wciąż pod górę…
Dopiero na wysokości 1150-1200 metrów las zaczął się przerzedzać i w końcu mogłem zacząć podziwiać okolicę.
Las się przerzedza
„Stary” i „nowy” las
Grupa skalna przy Czarnym Kotle, w oddali Sokoliki
Po dotarciu do placu budowy Petrova Bouda odbiłem w prawo wchodząc na czerwony GSS. Tutaj też wystawiłem się jeszcze bardziej na działanie zimnego wiatru – temperatura wynosiła między 5-10 stopni w środku lata.
Parę dziesiątek metrów podejścia i już byłem przy Śląskich Kamieniach, a niedługo póżniej przy komicznych zielonych Czeskich Kamieniach.

Śląskie Kamienie, w tle Przełęcz Karkonoska i Śnieżka
Śląskie Kamienie

Stamtąd można było już zobaczyć stację przekaźnikową przy Śnieżnych Kotłach oraz oczywiście cel wyprawy – Wielki Szyszak.

Śmielec, dalej Wielki Szyszak, dalej stacja przekaźnikowa
Stacja przekaźnikowa nad krawędzią Wielkiego Kotła
Dalej zejście w dół do Czarnej przełęczy, wejście na Śmielec i ponowne zejście na Przełęcz pod Śmielcem, gdzie kontynuowałem trasę poza czerwonym szlakiem zakosami do góry. Aż na szczyt drugiej co do wysokości polskiej góry Karkonoszy, który przywitał mnie silnym, zimnym wiatrem.

Przełęcz pod Śmielcem i Śmielec
Szlak na szczyt
Szczyt – 1509
„Szczyt” być może brzmi nieadekwatnie biorąc pod uwagę płaski teren na którym się znalazłem 😉 Przed wiatrem mogłem się schować tylko w jednym miejscu – tam też czekała mnie przerwa na herbatę i drugie śniadanie. Z góry można był dojrzeć całkiem sporo, między innymi: Śnieżkę, Słonecznik, stoki narciarskie w Spindleruv Mlyn, Śnieżne Kotły, Szrenicę, Szklarską Porębę, Jelenią Górę – widoczność była nienajgorsza. GSS omija szczyt polską stroną zbocza, jednak zimą wygląda na to, że szlak prowadzi wzdłuż granicy państwa i przejście przez szczyt jest „legalne”. 
Do drogi w dół ruszyłem dalej na zachód, aż powróciłem na GSS i skręciłem w prawo żeby przetrawersować zbocze Wielkiego Szyszaka.

Dno Wielkiego Kotła, jeziorka polodowcowe
Wielki Kocioł
Trawers zbocza Wielkiego Szyszaka

Najbliższym szlakiem prowadzącym w dół rozpocząłem właściwe zejście i pomagając sobie kijkami schodziłem w dół mijając pnących się do góry turystów którzy wyruszyli po późniejszym śniadaniu 🙂

Stopy zaczynały mnie piec pod koniec trasy, muszę wziąć na to poprawkę następnym razem i przygotować się żeby temu zapobiec.

Plik GPX– do podejrzenia np. w Google Earth albo na uTrack (http://utrack.crempa.net/)
10 km w górę z ~530 m na ~1500 m – 2h20m
7,5 km w dół z ~1500 m na ~530 m – 1h20m