No i tak jak przeczuwałem wczoraj – coś się ruszyło. Po pierwsze miałem zaplanowaną rozmowę z konsultantką, o której napiszę dalej. Poza tym dostałem telefon od Capgemini – umawiamy się na tą słynną dwugodzinną rozmowę – albo na piątek albo na początek przyszłego tygodnia.
Czyli zaczyna być grubo. To chyba ostatni etap.
Mock-up interview spieprzyłem dokumentnie. Najgorsze było to, że jak zaczynałem odpowiadać na pytanie, to już wiedziałem, że moja odpowiedź to lipa. Tak było z wszystkimi trzema pytaniami, nad którymi nie pracowałem. Natomiast te przygotowane wyszły jako tako. Pochwałę dostałem. Ale szlifowania musi być dużo – jak to ma wyglądać dobrze, to serio muszę się przyłożyć. Przecież ja nie jestem prezenterem telewizyjnym tylko cholernym introwertykiem.