Dzień 81 – can’t get you out of my head

Wow panie kolego, co tu się odjaniepawliło. Schodzimy w groźne obszary dyskotekowe. Obiecuję poprawę w następnym poście 🙂

No dobra ale o co chodzi. Jest grubo. Zafiksowałem się na własną działalność. Aż tak, że mam problemy ze snem. Jak młokos jakiś zakochany. Taki stary a tak się podjarał tematem!

Analizowałem to z wielu stron. Co moge stracić? Po pierwsze trochę środków. Po drugie szansę na porządny start gdybym w 100% siento angażował. Po trzecie opcję na dofinansowanie startu przez następne 5 lat. A to dlatego, że nie mogę sobie pozwolić na wykluczenie pracy na etacie – to wyklucza dotację.

A inni interesariusze? Rodzina? No trudno mi to ocenić. Myślę, że poświęcałbym więcej czasu na pracę, to fakt. Za to pojawiłby się zastrzyk finansowy. Coś za coś.

Tak więc myślę trochę egoistycznie. Ale spójrzmy prawdzie w oczy – jak nie teraz to kiedy? To jedyny sensowny czas na start. A zrezygnować mogę w każdej chwili, nie trzyma mnie żadna lojalka.

Tak więc zbieram informacje. Przygotowuję się. Uczę się. Tworzę podwaliny na framework i na pierwsze kroki. Naprawdę to jest wciągające. I zajebiście mi z tym.

Ale teraz jeszcze trochę info z frontu rekrutacyjnego, w ramach podsumowania. Dyro z BNY sie nie odezwał. Bad for him. Z drugiej strony, jak pisałem, odezwała się rekruterka z BNY, z roli na którą złożyłem papiery. Także tu props, bo szybko poszło. Moja trzecia (do trzech razy sztuka) próba aplikacji do Revolut znowu została bardzo szybko zweryfikowana negatywnie. Gońcie się. Więcej się nie działo, no cóż.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *