Dzień zaczął sie od sukcesów. A później było ich jeszcze więcej.
Podpisałem (w ramach zarządu wspólnoty) ugodę z deweloperem i zakończyliśmy wieloletni spór o przecieki w budynku. Temat był dość gruby i długo nie można było zawrzeć takiego porozumienia, co jednak dzisiaj nastąpiło.
A w drodze powrotnej rozdzwonił się telefon.
Miałem dwa telefony od headhunterów/rekruterów. Z Indii. Było trochę wymagająco, ale coś tam zrozumiałem 😏 Najwidoczniej pojawiła się oferta na rynku i chwycili za telefony.
Nie dawali mi spokoju mailami i telefonami, uparcie dążyli do jaknajszybszego przekazania profilu do zleceniodawcy.
Nie podobało mi się, że w sumie trzy próby kontaktu (przez LinkedIn) miały w treści taki sam Job Description, jednak podczas rozmowy twierdzili oni, że te oferty są różne. Anyway, odpowiedziałem na kilka pytań, określiłem salary expectation i bedziemy patrzeć co dalej.
W domu czekała mnie bomba w kuchni. A do tego wszystkiego znowu dzwonił ten business coach o zaporowej cenie, pewnie żeby mnie przekonywać. Odpisałem że nie tym razem.
Poza tym zakupy, finalizacja ramenu (nienajlepiej wyszedł), przedszkole i minął dzień. Jestem ciekaw kiedy w końcu poświęcę dzień ma nicnierobienie?