Piszę „pion techniczny” bo skojarzył mi się człowiek którego widziałem na osiedlu który miał koszulkę z napisem pion techniczny i wydawało mi się to zabawne. Wyglądał na typowego technika i miał trochę nadwagi. A wpis chciałem zatytułować „techniczny” – bo dzisiaj odbyłem techniczną rozmowę wstępną.
No i podobała mi się ta rozmowa. Okazuje się, że w sumie ja to wszystko z tematyki Business Analyst to znam. Były jakieś wyjątki, ale tak w 90% temat znam. Nieźle.
Trochę spiny miałem, nie miałem przecież pewności na kogo trafię, czy będzie jakaś nić porozumienia, czy będzie light. No i najgorsze z tego wszystkiego to było sprzątanie „biura” – nie chciałem blurować tła, żeby wypaść bardziej wiarygodnie. Heh.
No dobra. Było w porządku. Teraz tylko muszę dobrze dotrzeć do finiszu, w sensie do końca procesu rekrutacji. Żeby nie dać ciała. Poziom trudności teraz wzrośnie o kilka stopni i trochę mnie to martwi, but what the hell. Muszę dać z siebie wszystko i nie świrować. Powinno być przecież znośnie, wyrabiały mnie te tryby korporacyjne przez ostatnie 18 lat, to chyba powinienem wiedzieć co i jak.
A kiedy następuje ten moment, że lata doświadczenia stają się wadą, a nie zaletą? Kiedy już będę obciążeniem dla pracodawcy już na etapie rekrutacji?
By the way. Dzisiaj w departamencie matce, a raczej ojcu, padły dwa wypowiedzenia. Dobrze im tak. Wysłałem zapytanie do ex szefa – co tam dobrego słychać. Wiem, że musiał obsługiwać jedno z tych wypowiedzeń. Zadzwonił i pogadaliśmy chwilę. Jak sam odejdzie, albo go zwolnią, to myślę że powie mi coś więcej niż tylko bezpieczną gadkę.