No to dzisiaj na pewno nie pozamiatałem. Moja rozmowa z Head Operational Resilience Standard Chartered przebiegła dość dobrze, ale jest kilka niuansów.
Jak podczas rozmowy jest miło, to nie zawsze oznacza to, że jest dobrze. Wiele widać w mowie ciała. Aplikowałem na stanowisko seniorskie i uważam, że pod kątem zaprezentowania się jako senior, wręcz lead, nie wypadłem najlepiej. Zabrakło położenia nacisku na zarządzanie zespołami, możnaby to zrobić w każdej odpowiedzi. To znaczy sprytny by tak zrobił.
Całe szczęście byłem przygotowany. W sensie że miałem ściągi. No tak, zdalny interview daje spore możliwości. Znowu, sprytny (wow, tym razem byłem sprytny) przeanalizuje job offer i będzie wiedział jakie padną pytania. A jak ma słabą pamięć to chociaż ściągę przygotuje.
Rozmawiało się bardzo przyjaźnie. Nie było bardzo płynnie z mojej strony, ale dość wyczerpująco. Nie miałem oceniać, czy opisywane przeze mnie kompetencje były dość zaawansowane czy nie. Na koniec, czyli już po 35 minutach, zadałem kilka pytań.
Nie, tym razem nie odpaliłem mojej petardy. Nie było pytania dlaczego jestem dobry. No bo nie byłem dobry. Nie czułem się pewnie, niestety. Dodatkowo myślę, że miałem za mało pytań. Jedno głębsze i inne 3 dość pobieżne. Lepiej by wyszło, gdyby było ich kilka więcej.
Koniec rozmowy
Koniec rozmowy był dość dziwny, zakończenie przyszło wyjątkowo szybko. Wydało mi się to bardzo podejrzane, jakby już brakowało cierpliwości po drugiej stronie. To tym bardziej wzbudziło we mnie rozczarowanie. Myśli krążyły wokół tego jak to słabo wyszło.
Na to wszystko, po godzinie dostałem maila z informacją, że dziękują za udział w rekrutacji. WTF. Tak szybko??? Coś mi nie grało jeszcze bardziej, bo rola podana w tytule maila to nie była rola z rozmowy.
Po południu, gdy ochłonąłem, skontaktowałem się z rekrutacją. Wyjaśnią to. No zobaczymy.