Dzień za dniem, czas przelatuje między palcami. Konkrety ustępują ogólnikom a plany – spontaniczności. Heh, dobrze by było, gdyby to była taka spontaniczność generująca pozytywnego coś pozytywnego. I to wszystko dzieje się, w czasie gdy czekam na decyzje i mój dalszy los.
Nie wysyłam żadnych CV, nie aplikuję. Dałem na wstrzymanie i postanowiłem nie mieszać w tym moim tyglu. Nie czuję się na siłach żeby teraz remodyfikować moje dokumenty i przygotowywać się do innych rozmów. Czy to lenistwo, czy ekonomika – ja wiem swoje…
W każdym razie we wtorek miałem rozmowę z LHH, gadaliśmy o tych rekrutacjach, co było dobrze, co poprawić. Umówiliśmy się na przyszłą środę, żeby podyskutować o kładzeniu nacisku na Leadership – to czego mi zabrakło w ostatniej rozmowie.
Po cichu liczę, że nie będę miał tej rozmowy, szczególnie że w tym temacie. Nie mam nastroju na to. Ten proces rekrutacji trochę mnie wydrenował i naprawdę jeśli nie muszę, to wolałbym przez jakiś czas do tego nie wracać. Wszystko chyba przez to oczekiwanie. Nie daje mi ono spokoju i siedzę jak na szplikach. Nie chcę się za nic brać.