Co byś zrobił w ciągu 120 dni nie mając pracy? Jeden zrobi remont w domu. Drugi poleci np na Sri Lankę. A jeszcze inny przejdzie GSB. „Jedem das Seine” jak mawiali starożytni Polacy.
Yyy zauważyłem, że narzekałem już w poprzednim wpisie :/ Ale sorry, taki mamy klimat, że narzekanie jest na czasie.
Zaczynam „wypoczynek” w Karkonoszach. Polega on na tym, że pierwszego dnia człowiek od rana zapier* żeby spakować wszystko do wyjazdu. Później siedzi w nerwach gdy małżonka pakuje niepotrzebne rzeczy zamiast „się pakować”. Jak już auto jest zapakowane w uporządkowany sposób to dostaje kilka reklamówek rzeczy, które nigdzie sensownie już się nie mieszczą, więc wszystko ląduje na kanapie z tyłu, żeby się potem wysypywać przy otwoeraniu drzwi. Aha, i powodzenia życzę z noszeniem takich pojedynczych rzeczy. Wspomniałem o 2.5 godzinach za kółkiem? There you go. A potem jeszcze rozpakowywanie, słuchanie narzekań że to pokój niefajny, że to jedzenie słabe bo wybór mały i tak dalej i tak dalej.
Ale hej, jutro narty. Będę latać z tym sprzętem z parkingu pod górę jak wół, albo jak nie pod górę to po jakimś innym lodzie, bo paniom trzeba nosić. Stresować się, gdzie znajdę miejsce do zaparkowania. Zobaczymy czy da się jeździć, ile tras otwartych, bo wszystko wskazuje że większość jest jeszcze zamknięta. A później klasyczne dylematy z tym a co tu zjeść, a gdzie tu zjeść, a na basen czy pójść albo dziecka popilnować na mini disco.
I właśnie tak sobie poodpoczywam…
Wysłałem background screening form do roboty. Wspomniałem o JDG której jeszcze nie mam. Nie mam, bo umowa kredytowa nie jestvzawarta. Mimo, że mamy 2 decyzje kredytowe. Więc wystarczy teraz tylko wybrać. To dobre wieści chyba. W sensie że z mieszkaniem tak się wszystko udaje. Bo z JDG boję się jakiegoś fuckupu, że zabronią mi działalności. No zobaczymy.