
To był złydzień. Kolejny dość złydzień, ale najgorszy z dotychczasowych.
Można powiedzieć weź przestań się mazać. Trzeba być twardym. No nie podoba mi się w pracy. Poczynając od codziennego poczucia bycia niewolnikiem poprzez juniorskie traktowanie aż do braku wdrażania. Po cholerę mnie zatrudniali?
Nie podoba minsię bardzo. Poznałem fajnych ludzi, ale poziom zarządzania zasobami ludzkiki szoruje po dnie. Te cztery miesiące bez pracy to był dla mnie raj na ziemi. Od miesiąca, z pracą, wiadomo że jest gorzej z work-life balance, bo pojawiła się „work”. No ale halo. Może nie będę porównywał do 2025, bo już byłem na wylocie, ale wcześniej było dużo bardziej życiowo. Zadniowy tryb pracy to był zadaniowy tryb pracy. Nie mam spotkania to jestem wolny. Nie muszę się tłumaczyć. Nie muszę się stresować, że ktoś sobie coś pomyśli. Management interesuje się moją sytuacją życiową. A onboarding jest intensywny i przemyślany.
Byłem szanowanym pracownikiem na seniorskim stanowisku. A teraz jest lipa.
Wczoraj dałem sobie rok. Dzisiaj, po kilku dziwnych sytuacjach – niezrozumienie komunikacji ode mnie, traktowanie jak juniora, przekazywanie informacji dalekich od optymalnych – myślę, że nie wiem czy wytrzymam.