Kuchenne rewolucje

Tak to już jest jak się człowiek zasiedzi, to nie wie jak to było wcześniej. A co? No wszystko, byle co, coś co minęło, inna kondycja, inna metoda na coś, cokolwiek.

Najnowszy przykład z autopsji – pieczenie chleba. A dokładniej zakwas.

Dziwię się, może już od roku, może dłużej, że chleby nie wyrastają jak kiedyś. Te pierwsze eksperymenty – chleb rósł jak szalony, wypływał z foremki, nawet żytni chleb pękał przy pieczeniu. A ile miał pęcherzyków w środku…

Dawno nieprawda, mogę powiedzieć. Z czasem to wszystko się pomału zmieniało. Tłumaczyłem to sobie niższą temperaturą, zimą, zawsze się znalazło dobre wytłumaczenie. Taki ze mnie doświadczony piekarz.

Ale coś mi podpowiedziało, żeby spróbować więcej cykli dokarmiania zakwasu przed pieczeniem. Nie 1, żeby zaoszczędzić czas, albo 2, żeby lepiej rosło, ale 3 lub 4.

Teraz fast forward i trafiam na przepis Wnuczki Piekarza – bułeczki na zakwasie. Wiadomo – na instagramie wszystko wygląda pieknie, jednak postanawiam spróbować, ufam wnuczce, że coś z tego będzie.

Próbuję raz – kompletnie nic nie wychodzi. Ciasto w ogóle nie chce rosnąć. Z piekarnika wyciągnąłem placki. Cóż, robiłem w pośpiechu i byle jak.

Próba druga – nie poprawiając nic z zakwasem staram się o lepsze proporcje mąki do wody i prawilnie składam ciasto, 4 razy. Jest lepiej. But that’s not good enough.

Próba trzecia, dzisiaj. Zakwas dokarmiony 3 razy, rósł jak szalony w słoiku. Chyba fobrze trafiłem z proporcjami, bo ciasto było elastyczne, przyjemne. Popełniłem jednak jeden błąd – dałem ciastu przerosnąć przed uformowaniem bułeczek. Nie było to trudne, bo przecież rosło bardzo szybko. Gdyby nie to, myślę że wyszłoby świetnie.

Tak więc mam co poprawiać. Nie poddaję się 😛

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *