Czyściec

Dzisiaj w ramach użalania się nad sobą po jakże udanym dniu wieńczącym przepotężne pasmo niekończących się sukcesów, w uniwersum dostatku, pogody ducha i wiecznej ekstazy, przyszła mi refleksja że dostałem się do czyśćca.

Pora zapłacić za swoje bumelanctwo w UBS. Ale hej, już zapłaciłem, zwolnili mnie, więc co jest grane. O co w zasadzie chodzi?

Ok, faktem jest, że nie jestem na ciepłej posadce. Not anymore. Przywyczaiłem się do tego przez 15+ lat a teraz koniec. Faktem jest że kiero jest mikromanagerem. Takiego jeszcze nie miałem nigdy. Faktem jest też, że taryfa ulgowa się skończyła i jestem rozliczany z jakości i z zadań. Co do jakości nigdy nie była ona przedmiotem oceny. Myślę, że dlatego, że była akceptowalna, a delivery było ważniejsze.

And here we are. Świat mój został postawiony do góry nogami. Ja się tu muszę odnaleźć. Robić dobrą minę w okresie próbnym. Dać się traktować jak junior i znosić takie upokorzenia jak msze po „źle” wykonanym zadaniu.

Ja rozumiem kilka razy. Ale ja tak muszę pół roku. To znaczy worst case pół roku. Może to jakiś test i coś się zmieni.

Przykre jest to, że trafiam z deszczu pod rynnę. Z miejsca, gdzie odebrano mi scope of responsibility zgodny z moim doświadczeniem i ekspertyzą do miejsca, gdzie nie mam jasno określonego obszaru działalności, gdzie o zasadach dowiaduję się dopiero, gdy zrobię coś nie po myśli i gdy obowiązki ograniczają się do wykonywania ad-hoc zadań, a wszystkie deliverables muszą być konsultowane z kiero.

Nie jak w świecie LinkedIn, gdzie wychwalane jest podejście rozliczania z deliverables, dawania przestrzeni, jasnego określania celów – tutaj nie ma nic z tego. Kolego.

Zaciskam zęby i zobaczę co przyniesie jutro.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *